Prawdziwy mężczyzna

Prawdziwy mężczyzna

Ewangelii według św. Mateusza 11, 2-11
 
Prawdziwy mężczyzna – jest to najbardziej deficytowy „towar” we współczesnym świecie. Mam głębokie przekonanie, że byłoby w naszej rzeczywistości o 80% mniej głupich pomysłów, idiotycznych rozmów i skandalicznych postaw, gdyby byli prawdziwi mężczyźni. Dotyczy to całego przekroju społeczeństwa na czele z Kościołem. Na tyle długo żyję, a przecież głupi nie jestem, że mogę takie spostrzeżenie jasno wyrazić. Wydaje mi się, że szkoda czasu na podejmowanie prób zdefiniowania prawdziwego mężczyzny, trzeba go po prostu spotkać, poznać i postanowić takim właśnie być.   
 
 
 
Dziś Pan Jezus przedstawia nam swojego krewnego Jana zwanego Chrzcicielem, z którym podął znakomitą współpracę przy projekcie tworzenia Bosko – ludzkiej korporacji, zwanej Kościołem. Dysponuje ona nieograniczonym kapitałem początkowym wypracowanym przez Chrystusa na krzyżu i Jego gwarancją, iż przetrwa wszystkie burze dziejowe. Żadna inna instytucja takiej gwarancji nie ma. U jej zarania jest dwóch prawdziwych mężczyzn,  a nie trzciny na wietrze, nie karierowicze – władzy, wygody i pieniędzy chciwych. Każdy z nich był świadomy swojej misji, każdy był gotowy wypełnić ją, aż do śmierci. Nie konkurowali ze sobą, nie porównywali się, lecz idealnie współpracowali w idealnym zjednoczeniu z Ojcem Niebieskim. Na szczególną uwagę zasługują słowa Chrystusa, wypowiedziane do uczniów, których uwięziony Jan Chrzciciel wysłał z zapytaniem:  „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?” Możemy spokojnie przypuszczać, że to pytanie nie było w głowie Jana, lecz odczytał je w głowach swoich uczniów. Jezus, nawiązując do księgi Izajasza, odpowiada, nie Janowi, ale przybyłym uczniom:  „Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi”.
 
Przy tej okazji Chrystus wskazuje wielkość Jana, tak swoim współczesnym, jak i nam, mówiąc –  „On jest tym, o którym napisano: Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Zaprawdę powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela”.  Jezus kończy swoją wypowiedź zdaniem, które może w nas rodzić pytania:   „Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on”. Zdanie to, staje się bardziej zrozumiałe wtedy, kiedy to uświadomimy sobie różnicę między chrztem Janowym a Chrystusowym. Jan, będąc ostatnim prorokiem Starego Przymierza, przygotowuje powierzonych mu ludzi na przyjście Mesjasza. Jego chrzest w wodach Jordanu jest chrztem nawrócenia, zmiany sposobu myślenia polegającej na życiu według prawa Bożego. Chrzest Jezusa na bazie owego nawrócenia idzie dalej. Jest to chrzest Duchem Świętym i jako taki staje się źródłem nowego życia w  zjednoczeniu ze Stwórcą, które daje śmiertelnemu człowiekowi, wieczną perspektywę i nieograniczone możliwości. W takim znaczeniu Jezus widzi w Janie największego spośród zrodzonych z niewiasty, w każdym zaś ochrzczonym Duchem Świętym, zupełnie nową relację między człowiekiem a Bogiem.
 
Jan Chrzciciel rozeznał swoją misję i z prawdziwie męską odpowiedzialnością wszedł we współpracę z Chrystusem. Stawiam sobie pytanie: czy stać mnie na to, aby z męską odpowiedzialnością wejść we współpracę z Chrystusem, dysponując zdecydowanie większymi możliwościami niż św. Jan?
 
Ks. Lucjan Bielas