Modlitwa przeciwko sobie

Modlitwa przeciwko sobie

Jest rzeczą normalną, że  prosimy Pana Boga o zdrowie,  o dobrą pracę i godziwe zarobki, o miłość, o przyjaźń, o akceptację społeczną i o wiele podobnych wartości, które wydają się nam  konieczne, albo przynajmniej pożyteczne w naszym życiu. Nie tylko się modlimy, ale i nasze wysiłki idą w tym kierunku, aby żyć w zdrowiu, dostatku, wygodzie, aby unikać przykrości, poniżenia i innych doczesnych kłopotów.  Dla tych ziemskich błogosławieństw jesteśmy gotowi nie tylko inwestować nasz czas i wysiłek, ale nawet poświęcić spokój sumienia, gdy jakieś przykazanie staje nam na przeszkodzie  w osiągnięcie dla nas słusznego celu.
 
Narzędziowe traktowanie Boga kończy się często w momencie nasycenia dobrami tego świata. Człowiek nasycony nie potrzebuje Boga. Na drodze do osiągnięcia ziemskiego sukcesu stracił pragnienie wiecznego. Dotyczy to, nie tylko wielkich matadorów światowej sceny, ale zagraża nam wszystkim.
 
Tymczasem dzisiaj Jezus podnosi oczy na swoich uczniów i mówi: „Błogosławieni jesteście, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. Błogosławieni, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie. Błogosławieni jesteście, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego odrzucą z pogardą wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie”.
 
Dla współczesnych słuchaczy owych słów Jezusa i następujących po nich „biada”, ich akceptacja była niezmiernie trudna. Kluczem ułatwiającym  ich przyjęcie stało się zmartwychwstanie Chrystusa i fakt, że wszyscy możemy mieć w nim udział.
 
Nam, świadkom zmartwychwstania, stojącym u progu otwartego nieba w każdej Mszy św., jest łatwiej, co nie znaczy, że wyzwanie nie jest duże. I może najlepiej w nasze pragnienie bycia  uczniem Tego, który z miłością na nas dziś spogląda, są słowa sługi Bożego bpa Jana Pietraszki nawołującego do żarliwej modlitwy: „żeby nam Pan Bóg nie dał takiego powodzenia, żeby nam nie dał takiej kariery, żeby nam nie dał takiego dostatku i takiego dosytu, żeby dusza nasza przestała wołać o Niego i o Jego dobro. Czyli musimy się nauczyć modlić przeciwko sobie, żeby nam Pan Bóg zostawił tę przestrzeń głodu, tęsknoty i przestrzeń nadziei…”.
 
 
Ks. Lucjan Bielas